strona główna
program zdrowienia
podstawy działania
świadectwa
  - czym dla mnie jest Pascha...
  - 15 miesięcy w Passze...
  - wszystko ma swój czas
  - historia Alana Medingera
  - Artur z Paschy
  - kleryk Tomek
  - Jacek z Paschy
  - Maciek z Paschy
  - Krzysztof z Paschy
lektury
ważne pytania
współpraca
sponsorzy
linki
kontakt
mapa strony




historia Alana Medingera

Pan jest moim pasterzem, (…) przywraca mi życie. Prowadzi mnie po właściwych ścieżkach przez wzgląd na swoje imię”. Te słowa Psalmu (Ps 23, 1-3) doskonale oddają to, co dwadzieścia pięć lat temu przydarzyło się mnie, gdy spotkałem Pana, a On wyprowadził mnie z homoseksualizmu.

Moja droga do homoseksualizmu odpowiadała określonemu schematowi, który nieustannie odnajdujemy u zgłaszających się do naszego duszpasterstwa. Byłem nieplanowanym dzieckiem, a moi rodzice woleli, żeby urodziła się im córeczka. Starszy brat był sprawniejszy fizycznie i – ogólnie rzecz biorąc – o wiele lepiej pasował do chłopięcego modelu niż ja, toteż jakoś się utarło, że on był „tatusia”, a ja „mamusi”.

Nasza rodzina mieszkała w szeregowym domku w północno-wschodnim Baltimore. Rodzice byli dobrymi, miłymi ludźmi, którzy robili wszystko, by wychować swoich synów na dobrze przystosowanych i odnoszących sukcesy w życiu mężczyzn, ale jeden problem wyraźnie stanął temu na przeszkodzie, wpływając na kształt naszej przyszłości. Ojciec zachorował na ciężką, długotrwałą depresję i przez wiele lat pozostawał pod opieką lekarza psychiatry, od czasu do czasu trafiając do szpitala. Ledwo radził sobie w życiu, nie wspominając już o odgrywaniu roli męża i ojca, czego tak bardzo potrzebowaliśmy. W najgorszym okresie dużo pił i często kłócił się z mamą.

Życie mamy nie było łatwe i do pewnego stopnia pełniłem wobec niej funkcję pocieszyciela i powiernika. Z pewnością identyfikowałem się z nią znacznie bardziej niż z ojcem.

Jeśli weźmiemy pod uwagę klasyczne przyczyny kształtowania się męskiego homoseksualizmu, to muszę przyznać, że w moim wypadku wszystkie sprzyjające temu warunki – poza molestowaniem seksualnym – zostały spełnione. Oczywiście, żadni rodzice świadomie nie wychowują dziecka na homoseksualistę. Wiemy już, że środowisko domowe we wczesnym okresie czyjegoś życia stwarza po temu odpowiedni grunt, ale później muszą zaistnieć też inne czynniki, które skierują tę osobę w stronę homoseksualizmu. W moim przypadku do tych dodatkowych czynników należały pewne moje – dość wcześnie podjęte – życiowe decyzje. Doskonale pamiętam, jak będąc małym chłopcem, leżałem w łóżku i powtarzałem sobie, przysłuchując się kłótni rodziców: „Nigdy nie zdołają mnie skrzywdzić. Nikt nigdy nie zdoła mnie skrzywdzić”. Wydaje mi się, że właśnie wtedy podjąłem decyzję, by nigdy nie być podatnym na emocjonalne wpływy. Konsekwencją tej decyzji było to, że przez wiele długich lat nie mogłem nikogo naprawdę pokochać.

Inną wcześnie w życiu podjętą decyzją było postanowienie, że sam będę sobie ze wszystkim radził i to za wszelką cenę. Odizolowało mnie to później od wielu przyjacielskich związków, których wszyscy w życiu potrzebujemy.

Wycofałem się w świat fantazji – seksualnych i innych. Stały się moim bezpiecznym schronieniem przed życiową udręką. W typowej fantazji byłem chłopakiem prowadzącym mężczyzn do bitwy, a kiedy walka była skończona wszyscy wyżywali się na mnie seksualnie. Tęskniłem za własną męskością, jak i za męskością innych mężczyzn.

Początkowo moje ciągoty nie miały seksualnej natury, chciałem tylko przyciągać uwagę mężczyzn i budzić ich zainteresowanie. Pamiętam pewien rodzinny zjazd z okazji świąt Bożego Narodzenia, kiedy miałem cztery lub pięć lat. Chłopak mojej dorosłej kuzynki wziął mnie wtedy na kolana i bawił się ze mną, a ja miałem wrażenie, że trwa to długie godziny. Jeszcze wiele lat potem zdarzało mi się przed zaśnięciem ponownie przeżywać wspaniałe uczucie, które towarzyszyło tamtemu zdarzeniu.

Kilka przecznic od naszego domu była dzielnicowa remiza strażacka. Chodziłem tam regularnie tylko po to, by wystawać obok w nadziei, że któryś z mężczyzn wyjdzie ze mną porozmawiać. W remizie była też niewielka siłownia, a ja uwielbiałem przyglądać się muskułom ćwiczących w niej mężczyzn.

Nadeszła w końcu chwila, gdy moje tęsknoty za kontaktem z mężczyznami nabrały wymiaru seksualnego. Pewien silny i agresywny chłopak z sąsiedztwa, mniej więcej o rok starszy ode mnie, zrozumiał, że mam ochotę na seksualne zbliżenie i z rozkoszą pozwolił mi na to. Choć lęk, że zostanę przyłapany, mocno ograniczał moje poczynania, to jednak przez cały okres uczęszczania do szkoły średniej, czyli mniej więcej od trzynastego roku życia, byłem homoseksualnie aktywny.

Zaprzestałem tego, gdy poszedłem do college’u. Mój brat wstąpił na uniwersytet Johna Hopkinsa przede mną i nie zapisał się do studenckiej korporacji – czego później bardzo żałował. Nakłaniał mnie, bym przystał do któregoś z działających tam bractw. Jak pamiętam, byłem klasycznym przykładem „ciamajdy”, jakimś jednak cudem udało mi się do jednego z nich wkręcić. Z tą chwilą znalazłem się w grupie około czterdziestu młodych mężczyzn, którzy byli nieomal zmuszeni zostać moimi przyjaciółmi. Moje ciągoty do męskich kontaktów zostały więc przynajmniej w części zaspokojone przez sam fakt brania udziału w rozmaitych – typowych dla męskich bractw z college’u – formach wspólnej aktywności.

Kierunek moich seksualnych pragnień nie uległ jednak zmianie, a moje fantazje tylko w niewielkim stopniu uległy ostudzeniu. Choć zdarzało mi się umawiać z dziewczętami, prawdziwym pożądaniem darzyłem wyłącznie mężczyzn.

| 1 | 2 | następna >>
powrót na górę